Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Zabezpieczony: mail Sara Bolka

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Zabezpieczony: gg Asia Hauza

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Jamnik


Słowem wstępu

Ta wersja została pierwotnie przygotowana dla jednego z moich znajomych. Nie chce mi się bawić i zmieniać specjalnie na potrzeby publikacji, ale jakby ktoś czegoś nie rozumiał, to dam namiary na niego.

Pliki do pobrania:

jamnik.pdf

jamnik.docx

Na początku może przypomnę, że dowcip o jamniku doczekał się wielu (∞) wersji i kombinacji. Długość zależy od stopnia nielubienia osoby słuchającej, puenta zawiera dwa słowa, których z oczywistych względów nie mogę teraz przedstawić. Kategoria zawiera się pomiędzy smutny a bezsensu, z oczywistymi wpływami (żydowski,chrześcijański).

Moim osobistym skojarzeniem z bezsensownym jest prymitywne: „wchodzi babcia do windy, patrzy, a tam schody”, jednak zupełnie bezcelowe jest porównywanie jamnika właśnie do tego właściwie sloganu. Bliżej mu do smutnego, wymuszającego zadumę, zatracającego w szczytach podstaw logiki.

Taki akurat na żałobę.

Proszę nie próbuj przewijać, bo sam stracisz.

Są dwie podstawowe podziały. Wersja hazardowa i treningowa. Ja, być może także ze względu na Twoje zainteresowania przedstawię pierwszą.

Wersja dla Tyb3ra, hazardowo-żydowska z przedłużonym wstępem

Dwóch pobożnych chasydów o wdzięcznie brzmiących imionach ג ‘רום i דרקון jechało sobie spokojnie do pracy we wtorkowy poranek. Z głośników sączyła się muzyka Lady Gagi, kojąc uszy niesamowitym po-popo-po-po-pokerface.  Na krzyżówce (motyw biblijny) zatrzymali się z powodu czerwonego światła (motyw komunistyczny). Kiedy zapaliło się zielone światło (motyw ekologiczny) ruszyli.

Dotarłszy do biura zaparzyli jakąś tam kawę z fusami, odmówili jakieś homeopatyczne abrakadabra i spokojnie zasiedli przy komputerowych jabłkach (motyw kryptoreklamy).

W czasie linczu południowego w trakcie rozmów wynikł temat niezaplanowanego dotychczas weekendu. ג ‘ו rzucił coś o piwku. Posiedzieli, pooglądali ździebko ojroszport cwaj i nic nie uradzili. Wrócili do domu samochodem,  następnego ranka dziwiąc się niezidentyfikowanymi rysami na karoserii.

W środę o godzinie 11:22:33:44 czasu staro-cerkiewno-słowiańskiego zadzwonił telefon. -Znowu pewnie jakiś spam! -Dzieńdobry, mówi Alicja 1k, chciałabym polecić wyścigi hartów w najbliższą niedzielę niedaleko Birmingham na torze królewskim Elżbiety. -a na co mi to? -wyścigi hartów raz, dwa, trzy; w niedzielę przyjedziesz do nas Ty! -okej.

Słuchaj, może po szabacie karnęlibyśmy się na wyścigi hartów, można wygrać dużą kasę, większą niż można wygrać w jakatomelodii. -Czyli problem nieobstawionego weekendu mamy rozwiązany.

W jakatomelodii w środę wieczorem jakiś oszołom wygrał złote kalesony.

Ale mniejsza o to, bo ostatnia linijka była wyjątkowo denna. Po odprawieniu reinkarnacji do Allaha, nastąpił ten świetlisty dzień. W niedzielę rano bankomaty w całym mieście były oblegane przez anonimowych hazardzistów, planujących już niebawem udać się na czołowy wyścig. Spowodowane to było nie do końca czystymi zeznaniami podatkowymi bosów mafiowych, i związanych z nimi wymuszonych transakcjach gotówkowych.

Również nasi dwaj bohaterzy znajdowali się już przy kasach, wlepieni w statystyki kandydatów, joinerów,  obliczając całki pola i szacunkowo wyliczać szanse danych typów. Konicy biegali z „pewnymi”, ktoś w rogu opowiadał o zwiększeniu hartu danego charta (ortograficznie chyba źle) poprzez wysikanie się tuż przed startem. Konsternacjom nie było końca. Nieodłączne wrażenie, że pod tym wszystkim kryje się jakiś szwindel, nieodłącznie wrażyło naszych starszych braci w wierze.

Wtem nagle nie wiedzieć dlaczego spodnie Hieronima zostały ugryzione przez jakiegoś psiego przybłędę. Mimo niewypowiedzianego bluźnierstwa szaty żyda zostały zgodnie z starym zwyczajem rozdarte. Jamnik głupowo zagaił (personifikacja) -Postawiliście już panowie? -Właśnie się zastanawiamy, analizujemy statystyki. -Postawcie na mnie! Ja wiem, że wygram. Moja wróżka Balbinka w ostatnim odcinku przepowiedziała ten moment. Stawiajcie w ciemno, żadne charty się nie liczą. Pobiję ich jedną łapką.

U dwójki naszych bohaterów dało się zauważyć specyficzny rodzaj sceptycyzmu – był to sceptycyzm twardy, charakteryzujący się totalną awiarą. -W rzeczy samej może i biegasz szybciej niż niejeden stary kacap, ale do szybkich psów wyścigowych jeszcze daleko.

-Pomyślcie o zyskach. Na mnie jest taki kurs, że ojejku. Pojedziecie na wycieczkę dookoła świata jakimś jachtem. -Słuchaj, stary, moje stare kości są już stare, nie mam czasu, sił ani ochoty na obwożenie się po jakiejś tam podrzędnej planecie. -w takim razie na długie wieczory zakupisz sobie iPada. -dobra materialne to nie wszystko, poza tym głupio byłoby tak wygrać postawiwszy na jakiegoś jamnika. -pomyślcie o walorach psychicznych. wiecie jak dżezzi, krejzi, seksi, słitaśnie jest umieścić wesołego komcia z wygranym, nie zwyciężonym jamnikiem na jakiegoś fejsbuka czy nasząklasę. -dobra, prawie nas przekonałeś. Co, postawimy na niego jakąś sumkę?

w tym momencie zatrzymują się wspomnienia, zamierają emocje rozedrgane niewygodną i niegodną rozmową z jamnikiem. Jahwe jest z nami, i pomaga nam wpływać na naszą wolę.

A co tam, postawimy na niego, niech się gościu wreszcie odwali.

Proces decyzyjny możesz tu sobie rozwlekać, ja wolę pobawić się wyścigiem.

Postawili na niego dwaj chasydzi jakąś tam sumkę $ieniędzy.

Jamnik poszedł do boksów. Po lewej stronie chart, po prawej stronie chart. Pewny siebie bohater, przebijający wszystkich superbohaterów. (Pychą, oczywiście).

Żydki poszły na trybuny. Z kuponem wymiętolonym spoconymi od rozentuzjazmowania dłońmi, z lornetką oczekującą gorzkiej nadziei.

Atomy azotu, tlenu i całej reszty dzielące kulę pistoletu sygnałowego sędziego startowego od ujścia lufy. Trzy, dwa, jeden…

START

Drzwiczki boksów otwarły się. Ruszyli. Chart po prawej stronie jamnika ruszył, chart po lewej stronie jamnika ruszył, a w oczach kibiców dzika furia. Jamnika nie ma w boksie. Nanosekundy śmiertelnego napięcia aż po czuprynę Wiedźmina, kiedy okazuje się, że Jamnik PROWADZI! Z niespotykaną w świecie mechaniki niutonowskiej prędkością wywalił do przodu i w pierwszy wiraż wszedł z paroma długościami przewagi. Szaranowicz zapomniał języka w gębie i zamiast komentować, zjadł mikrofon. Fala meksykańska przygotowana przez kiboli faworyta zatrzymała się i rozmyła. Pokonując kolejne bruzdy ziemi łapki Jamnika napięte do granic możliwości święciły tryumfy, zaskakując skofundowanych rywali. Zachłyśnięty euforią Jamnik pozwolił sobie na odrobinkę odpoczynku, dając szansę na dogonienie się najszybszym z rywali. Wyrachowanie i wysokości adrenaliny tłoczone teraz przez serca gladiatorów działały na korzyść mocniejszych wytrzymałościowo chartów. I rzeczywiście, już po 3 okrążeniu Jamnik słabł na siłach, a prawdziwe psy wkraczały w decydującą fazę wyścigu. W końcu bieg zaczął przeradzać się w trucht, a potem marsz. Na szarym końcu Jamnik dodreptał do mety.

Nie sposób opisać w tym momencie. Serce wyrwało się z piersi ג ‘רום i דרקון.

Zrezygnowani, ale wystarczająco chcący swojej należności i dowolnej formy zemsty na Jamniku, poszli w kierunku boksów i pit lane. Przygotowali się już duchowo do ostatecznego pytania, mieli je ułożone w głowie. Wzięli Jamnika za fraki, podnieśli wysoko do góry, i zakrzykiwali go pytaniami

co jest? co to ma być? miałeś wygrać! byłeś pewniakiem! oddawaj nagrodę! jak to się stało!

-DLACZEGO NIE WYGRAŁEŚ?

-Nie wiem.

(to była ostateczna puenta)